Szukaj na tym blogu

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Słowo odautorskie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Słowo odautorskie. Pokaż wszystkie posty

Jestem w kropce


Wzór jest widoczny: śmierć pierwszego z rodziców przynosi pierwsze nawrócenie, śmierć drugiego z rodziców przynosi nawrócenie drugie. Doświadczenie powyższe zamknęłam dawno temu w takich słowach:


od otchłani nicości
do ognia miłości

pierwsze nawrócenie
marność nad marnościami
drugie nawrócenie
pieśń nad pieśniami

nawrócenie pierwsze
w dół ku ciemności
nawrócenie drugie
w górę ku światłości

pierwsze nawrócenie
ciemność rozświetlona
drugie nawrócenie
światłość zaciemniona



Podążając za tym wzorem doszłam do wniosku, że śmierć trzeciej osoby z naszej małej rodzinnej trójcy wyznaczy moje trzecie nawrócenie. Moja śmierć je wyznaczy. A więc: nihil novi [Trzy, dwa, jeden, zero]. A jednak: dopiero teraz zdałam sobie sprawę, że wzór wymaga koniecznej modyfikacji. Pilnej modyfikacji. Tamte nawrócenia działy się po przejściu moich bliskich na tamtą stronę. Umierając moi rodzice rodzili mnie na nowo, po tej stronie. Śmierć każdego z nich stanowiła bowiem kolejne memento na mojej drodze życia: pamiętaj - umrzesz!

Kiedy jednak najbliższa mi osoba, czyli ja sama, odejdę stąd na wieczność, nawrócenie po tamtej stronie będzie już niemożliwe. Tam będzie tylko Boży wzrok, w którym zobaczę całe swoje życie. Na wieczność - zamknięte. W taki oto sposób znalazłam się w kropce. W taki oto sposób znalazłam swoją kropkę. Kropkę nad i, kropkę nad moim życiem.

Wieczność jest bowiem jak kropka, wieczność jest bowiem jak - punkt. Nawrócić się ostatnim nawróceniem, namaścić się ostatnim namaszczeniem. Już teraz stanąć w bramie śmierci prowadzącej do życia, już teraz żyć - w punkcie. Pod wzrokiem - Boga. Niech czas przepływa sobie przeze mnie linią, skoro musi. Ja - już jestem w kropce.

*

Jak powyższa medytacja łączy się ze snutą tutaj opowieścią o mojej powieści nr 2? Nijak. Póki co, układam sobie i sobie rozwiązuję krzyżówkę wspomnień i refleksji, którą roboczo nazwałam pisaniem powieści numer dwa. Piszę - dla zabicia czasu.


25.01.2015


.

Z otchłani


Myślę książką - chociaż książek nie czytam. Patrzę natomiast filmem - tych z kolei w życiu obejrzałam sporo. W młodych latach miewałam w rękach własny aparat fotograficzny i własną kamerę filmową. W młodych latach próbowałam oglądać świat okiem aparatu lub kamery. Potem przyszedł czas (po pierwszym nawróceniu: [Świadectwo]), kiedy znielubiłam sztuczne soczewki obiektywów i odrzuciłam je na rzecz nagiego oka. Przestałam rozpraszać uwagę polowaniem na drobne ujęcia fragmentów rzeczywistości, ponieważ teraz wolałam skupiać ją na ujmowaniu całej rzeczywistości - całą sobą.

Od bardzo dawna patrzę na swoje dziwne życie jak na księgę, której różne wątki mogłabym teraz (po drugim nawróceniu: [Wracam, ciągle wracam]) rozwijać w różne opowieści - książkowe lub filmowe - o wyraźnym rysie autobiograficznym [Autobiografia: autoportret-autoterapia-autokreacja]. Mogłabym również - zamiast koncentrować się na sobie – tworzyć nowe światy. Zamiast pisać siebie, pisałabym innych. Zamiast odtwarzać swój świat, tworzyłabym światy nowe, zaludniając swoją wewnętrzną pustkę (w oczekiwaniu na Pełnię) w podobny sposób jak dawniej (w oczekiwaniu na śmierć) chciałam wypełniać literaturą otchłań samotności, której nadchodzącego cudownego końca nie przeczuwałam [Pierwsza młodość]. Czułam natomiast wtedy - dawniej - że podobnie postępuje Bóg w swojej ontologicznej samotności, tworząc światy inne od siebie i zaludniając je bytami stwarzanymi na swój obraz i swoje podobieństwo. Czy nie jesteśmy postaciami w powieści pisanej przez Boga?


16.03.2014


.

Taniec drapieżców


Dlaczego ludzie czytają powieści? Odpowiem odpowiedzią ekstremalną, najdalej idącą, najbardziej bolesną: ponieważ są hienami. Ponieważ tak bardzo lubią książki, że muszą je pożerać, przy okazji pożerając autorów książek. Byle nasycić swój czytelniczy głód, byle zaspokoić nałóg czytania.

Czy warto dla takich ludzi pisać? Ha, nie warto. Ale: piszący, aby pisać, również stają się hienami, pożerającymi wokół wszystko, co może pomóc zapełnić puste kartki kolejnych powieści. Zamiast żyć, żywią się życiem. Swoim i cudzym. I tak toczą się te książkowe krwawe łowy, taniec drapieżców: powieściopisarstwa z powieścioczytelnictwem.

Czy warto wchodzić w ten drapieżny świat?


08.03.2014


.

Łamigłówka


Kto kogo? Czy myśl podporządkuje sobie słowa i podążając za własnym zamysłem będzie z nich tworzyć gmachy znaczeń, czy może odwrotnie, odda inicjatywę słowom, siebie odda słowom, poddając się ich prowadzeniu w tym przedziwnym słownym kontredansie?

Pisanie z głębi piszącego, precyzyjne korzystanie z najgłębszych znaczeń słów w celu oddania, a może jedynie przybliżenia, myśli rodzących się w umyśle twórcy, różni się od dawania upustu słowom, od przyzwalania, aby żyły w tekście własnym życiem.

Własne życie słów przychodzi, kiedy piszący wychodzi - kiedy pozostawia w umyśle pustą od siebie przestrzeń. Uwolnione od ciężarów znaczeń, słowa zaczynają piszącemu ujawniać tajemnicę swojego bytu. Lekkie i zwiewne zatrzymują wychodzącego, wciągają do zabawy, zapraszają do tańca na przestronnym parkiecie, w który przemienił się jego lub jej opustoszały umysł.

*

Skąd biorą się słowa? Język jest systemem umownych znaków służących porozumiewaniu się - tak kiedyś mi oznajmiono, a ja przyjęłam tę prostą lingwistyczną prawdę tak, jak wcześniej przyjęłam prostą prawdę katechetyczną, że jest jeden Bóg.

Życie obudowało proste prawdy wiedzą szczegółową i moje proste pojmowanie fenomenu języka z biegiem lat stało się bogatsze. Teraz wiem, że język jest raczej systemem tworzenia znaków, odgórnie danym i oddolnie ukształtowanym sposobem budowania wypowiedzi, używanym w procesie komunikacji interpersonalnej, jak obecnie określane jest porozumiewanie się między ludźmi, na który między innymi, czyli obok fonemów oraz morfemów, obok utartych zwrotów oraz wyrażeń, składają się wyrazy, czyli słowa, które coś wyrażają, a także reguły tworzenia i łączenia znaków, w tym reguły łączenia wyrazów w zdania.

*

Skąd przychodzą do mnie słowa, którymi wyrażam myśli? Na początku otrzymałam słowa przekazane przez rodziców oraz przez ich rodziców, którzy zamieszkiwali dzieciństwo dziecka swoich dzieci. Potem były książeczki i książki, czytane z obowiązku i dla przyjemności. Były prowadzone rozmowy, były wysłuchiwane nauki. Radio i telewizja, gazety oraz internet - również mają swój udział w przekazywaniu słów i słówek.

Przyjmuję i przejmuję słowa kiedyś pomyślane przez innych, słowa przez innych przede mną używane. One napełniają mnie, ja napełniam się nimi. Skąd wiem, że tak jest? Same słowa mi o tym powiedziały - w zaufaniu. Nie wiem o tym ani z książek, ani z gazet, ponieważ od dawna książek i gazet nie czytam [Taki charakter], od dawna telewizji nie oglądam, radia nie słucham, coraz mniej rozmawiam.

*

Nie słucham, ale mówię. Nie czytam, ale piszę. Czy jednak osoba, która książek nie czyta, może książki pisać? Czy powieść może napisać osoba, która powieści nie czyta? Czy wystarczy czerpać słowa z krzyżówek, które pisząca od niedawna rozwiązuje, aby powstrzymać niedawno doświadczone w sobie łamanie się słów, które nazwała resetowaniem się mózgu? Krzyżówki miały pomagać mózgowi w łączeniu liter i sylab w pełne słowa. Prowadzenie bloga nieoczekiwanie pomogło w łączeniu słów w ciągi wyrazów zwane zdaniami, a następnie w organizowaniu zdań w akapity, z których pisząca zaczęła budować swoje opowiastki. Czy z małych opowiastek należałoby teraz zbudować dużą powiastkę, a nawet więcej - powieść? Na przykład - powieść nr 2. Oto łamigłówka, oto łamisłówka.


09.02.2014


.

Gdzie piszą pisarze


Jan pisał pod lipą, Jack pisał w toalecie, ja piszę tutaj. Pewna ekscentryczna poetka pisywała w pozycji leżącej, ułożywszy się w otwartej trumnie, a pewien wysoki prozaik pisywał w pozycji stojącej, wsparty na wysokiej lodówce. Ja natomiast piszę tutaj, nigdy na stojąco, czasami na siedząco, częściej na leżąco, jednak nie sądzę, żeby skusiła mnie trumna Edith, czy wanna Agathy, która leżąc w kąpieli knuła swoje najlepsze kryminalne intrygi.

Horyzontalny aspekt mojego pisarstwa został tutaj w swoim czasie wyczerpująco omówiony [Warsztat pisarski] i chociaż od tamtej pory mój warsztat twórczy wzbogacił się o elektrycznie regulowany dwusilnikowy stelaż łóżkowy, to jednak twórcza pokora powstrzymuje mnie przed dalszym rozwijaniem tamtego wątku. Niech samo dzieło zaświadczy o doskonałości warsztatu!

*

W Nowym Jorku niektórzy biegają do The Writers Room, aby tworzyć na wynajętym kawałku podłogi z biurkiem, które stanowią część wielkiej sali wyposażonej w stanowiska pracy twórczej. Ja natomiast loguję się do salon24.pl nie wnosząc żadnych opłat. W Paryżu pisarze biegają do kafejek, aby tam przy kawie czy absyncie spisywać swoje inspiracje, ja natomiast tutaj mam swój stolik, z którego mogę korzystać bez konieczności zamawiania kawy, absyntu, czegokolwiek.

Tutaj wiele razy się zmieniało, zmieniali się decydenci, zmieniali się bywalcy, zmieniał się klimat, orginalność zastąpiło prostactwo. Z jednej strony zmiany bywają denerwujące, szczególnie zmiany na gorsze, ale z drugiej strony z każdą zmianą czuję jakbym zmieniała miejsce, jakbym była w podróży - nie ruszając się z miejsca. Właśnie: być w podróży, czyli w ruchu! Erskine lubił pisywać w dalekobieżnych autobusach, inni wsiadali do pociągów, żeby sobie popisać w drodze. Ja piszę tutaj [salonowiec].

*

Zapisuję słowami kartki rozłożone na kiedyś szlachetnie niebieskim blacie mojego bloga, obecnie upstrzonym reklamami wsuniętymi pod szkło pokrywające mój internetowy stolik, otoczona innymi piszącymi. Czasami ktoś podejdzie do mnie i zajrzy przez ramię. Czasami ktoś zagadnie i pójdzie dalej. Bywa, że ktoś przysiądzie przy moim stoliku na dłużej, bywa, że ja dosiądę się do kogoś przy jego stoliku.

Panuje tutaj spory ruch, fachowo zwany ruchem internetowym. Panuje tutaj spory szum, fachowo zwany szumem informacyjnym. Ponieważ pisarz powinien pisać w miejscu, które w sposób optymalny stymuluje jego twórczość, piszę tutaj, ponieważ służą mi ruch i szum. Jean-Paul również regularnie nawiedzał ulubione kawiarnie, aby w ich szumie tworzyć.

Optymalną dla swego pisania przejściową przestrzeń (transitional space) pomiędzy moim światem wewnętrznym i światem zewnętrznym znajduję tutaj. Zacisze publicznej biblioteki lub prywatnego gabinetu, podobnie jak trumna czy wanna, to nie są miejsca dla mnie. Zresztą, jak mawiał Ernest, naprawdę najlepsze miejsce do pisania znajduje się w głowie pisarza, o której nie omieszkam napisać w następnym tekście w nowej serii notek, którą właśnie rozpoczynam, a którą zatytułowałam: powieść nr 2.


14.01.2014


APPENDIX: powyższa notka w autorskim nagraniu: [Gdzie piszą pisarze.audio]


.